Manifest wydawniczy

Ci, którym nie po drodze z fantastyką, lubią sprowadzać jej rolę do czystego eskapizmu, jej czytelników brać zaś za tchórzy, co to – zamiast wraz z poważną literaturą stawiać czoła życiu – wybierają ucieczkę do krain przepełnionych magią lub niemal nierozróżnialną od tejże technologią1.

Czemu jednak tak często szukamy schronienia w miejscach spływających krwią, ogarniętych wojną lub tłamszonych pod butem tyrana? W światach ukrytych pod naszym, w których niesamowitość częściej zagraża bohaterom, aniżeli daje im okazję do zachwytów? Lub w takich, gdzie zdobycze techniki i nauki, zamiast być fundamentem utopii, prowadzą do upadku cywilizacji?

Jednocześnie nic tak nie rozbudza syndromu uzurpatora u pisarza-dystopysty, jak świeża porcja nagłówków prasowych, wydanie programu informacyjnego czy wpis na portalu społecznościowym któregoś miliardera lub polityka. Nawet najbardziej rozlubowany w krwawych opisach pisarz fantasy nie przebije brutalnością i rozmachem książki historycznej. Jakiej puszki Pandory nie przewidziałby wizjoner-pesymista, jakaś korporacja zapewne już wchodzi w fazę testów z podobnym cudem techniki.

Może więc i uciekamy do lepszych światów, wszak – jak zauważyła Margaret Atwood: „»Lepiej« nigdy nie znaczy lepiej dla wszystkich”2.

Fundacja Instytut Wydawniczy „Lepsze Światy” wydaje i promuje szeroko pojętą fantastykę, ale – zgodnie z przewrotnym duchem nazwy – eksplorujemy głównie mroczne zakamarki fantastycznych światów. Choć kto wie, może literackie wiatry zawiodą nas także do jakichś utopii?

  1. nawiązanie do cytatu „Any sufficiently advanced technology is indistinguishable from magic” z eseju Hazards of Prophecy: The Failure of Imagination Artura C. Clarka. ↩︎
  2. Opowieść podręcznej Margaret Atwood w tłum. Zofii Uhrynowskiej-Hanasz ↩︎