#strongfemalelead

Indigo Ciel

Gdy zaczynałam swoją przygodę z pisaniem, wiedziałam, że centralnymi postaciami w moich książkach będą kobiety. Nie jestem pewnie jedyną autorką fantastyki, która – wychowana na klasyce gatunku – czytała o przygodach głównie mężczyzn, przez co zapragnęła osadzić w głównych rolach postacie kobiece. Po kilkuset zapisanych stronach zaczęłam się jednak zastanawiać: na ile silne bohaterki są rzeczywiście kobietami, a na ile mężczyznami w spódnicach? Czy coś się zmienia, jeśli postać owszem, jest kobietą, ale genderowo przypomina faceta i jest to traktowane jako coś całkowicie normalnego?

Judith Butler w swojej książce Gender Trouble stawia tezę o performatywności: gender nie jest czymś, czym jesteśmy, tylko tym, co robimy (s. 33). Innymi słowy, odgrywamy znane nam wzorce w tym, jak mówimy, ubieramy się czy zachowujemy. Przy wystarczającej ilości powtórzeń gender wydaje się „naturalny”, podczas gdy jest nabyty i formowany przez wzorce kulturowe. Męskość i kobiecość wyglądają więc w różnych kulturach nieco inaczej, ale mechanizm jest taki sam – gender powstaje poprzez powtarzalne rytuały, rozpoznawane i umacniane przez społeczeństwo.

W życiu trudno jest od genderu uciec, ale w literaturze mamy większą swobodę i możemy stworzyć taką postać, jaka tylko nam się podoba, począwszy od wyglądu (ubrać ją w spodnie, dać krótkie włosy, nałożyć makijaż), mowę ciała (sposób siedzenia, jedzenia), po zachowanie (nocne życie, palenie, hobby). Pomimo tej dowolności osoby tworzące nie są odporne na wpływy kultury, w ramach której tworzą. Także w życiu cechy stereotypowo przypisywane mężczyznom ocenia się wyżej, co siłą rzeczy przekłada się na to, jak twórcy charakteryzują postacie, które mają zyskać sympatię i szacunek czytelnika, szczególnie główne.

Siła fizyczna, powściągliwość emocjonalna, zdecydowanie, niezależność, racjonalność, aktywność są „lepsze” niż słabość fizyczna, wrażliwość, wahanie, zależność, intuicyjność czy pasywność. Postacie z cechami z pierwszej części listy wydają się ciekawsze niż te pozostałe, które szybko mogą czytelnika czy widza zirytować. Na dodatek kobiecy gender nie tylko jest pełen sprzeczności (wartość kobiet jest ściśle związana z atrakcyjnością, ale nie powinny być próżne, mają być uległe i posłuszne, ale jeżeli są źle traktowane, to „ich wina, nie powinny na to pozwalać”), ale i na każdym kroku wymaga tłumaczeń (rozpustne życie kobiety trzeba wyjaśnić, podczas gdy mężczyzna może po prostu „taki być”).

Co więcej, męskie ekspresje wybaczą nam niedociągnięcia. Jeśli kobiecą postać stygmatyzuje przykładowo alkoholizm, jej wartość będzie definiować obecność cech uznawanych zwykle za męskie, szczególnie niezależność, autorytatywność, sukces zawodowy. Alkoholiczka, która jest bystra, pracowita, nie do zastąpienia, dalej może być przedstawiona jako przekonująca czy nawet godna podziwu. Alkoholiczkę, która nie pracuje zawodowo, zamiast tego zajmuje się domem, przedstawia się jako tragiczną i godną pożałowania. To, co odkupuje grzechy pierwszej postaci, to tylko obecność kulturowo wyżej cenionych cech.

Wojownicza księżniczka, doskonała w walce, emocjonalnie wycofana, o strategicznym umyśle; kelnerka, która chwyta za broń, by walczyć z cyborgami; nastolatka, która zgłasza się na ochotnika do igrzysk surwiwalowych; wygnana księżniczka, która mści się podbojem, silną ręką i przy pomocy smoków spalających żywcem każdego, kto próbuje jej się przeciwstawić; oficerka w armii tyrana, która się buntuje i przemocą postanawia go obalić. Żadna z tych postaci nie ma kobiecego genderu, została jedynie estetyka. Z jednej strony możemy się cieszyć – w końcu męski gender został ujawniony jako niezwiązany z biologią społeczny konstrukt, który mogą przybierać zarówno kobiety, jak i mężczyźni, co jedynie potwierdza jego performatywny charakter. Z drugiej – na ile normy, które kształtują gender, wciąż decydują o uznaniu? Jeżeli kobieta wydaje się ciekawą postacią tylko wtedy, gdy odznacza się męskimi cechami charakteru, a męskość pozostaje środkiem do osiągnięcia władzy, genderowa hierarchia nie zostaje zachwiana. Jej granica jedynie trochę się przesuwa, by w małym stopniu objąć kobiety.

Z genderowym przywłaszczeniem jest jeszcze jeden problem. Jak pisze Butler w Undoing Gender, gender jest umacniany przez normy, a wykraczanie poza nie sprawia, że działania stają się trudne do odczytania i podlegają społecznym sankcjom: upomnieniom, wyśmianiu czy karom. W fikcji te konsekwencje rzadko występują, przez co otrzymujemy czystą fantazję, zupełnie niemającą odniesienia do rzeczywistości.

Jeśli więc pisanie o kobietach o męskim genderze tylko umacnia hierarchię i normy, to jakie kobiety opisywać?

Można iść w drugą stronę – tworzyć bohaterki, które mają tradycyjnie kobiecy gender: są opiekuńcze, komunikatywne, rozwiązują problemy raczej poprzez współpracę aniżeli siłą czy autorytetem. Gdy wahadło przechyli się zbyt mocno w drugą stronę, dostaniemy historie wpadające w duch ekofeminizmu, o kobietach złączonych z naturą, empatycznych, które wzajemnie sobie pomagają w ciężkich czasach. Jeśli jednak narracja zaczyna traktować takie postacie jako „naturalnie” bardziej pokojowe, opiekuńcze, wracamy do esencjonalizowania kobiecości. Nawet jeśli takie cechy są przedstawione jako pozytywne, gloryfikacja jednych genderowych ekspresji ponad inne może szkodzić kobietom, które nie chcą lub nie mogą się dostosować do tego genderowego „ideału”. Przed tym właśnie ostrzegała Butler w Gender Trouble (s. viii). Niebezpieczeństwo nie tkwi w dewaluacji kobiecych cech, ale w ich cementowaniu. Ostatecznie skutkuje to tym, z czym feminizm powinien walczyć – twierdzeniem, że istnieje jakaś kobieca esensja, naturalnie osadzona w ich ciałach.

Pisanie kobiecych postaci nie jest więc łatwe. Z jeden strony używając męskich cech, owszem, tworzymy silną bohaterkę, ale jej sukces leży w systemie wartości zorientowanych wokół męskości. Jeśli jednak zaczniemy wychwalać kobiece cechy, ryzykujemy powrót do esencjalizmu. Pisanie przypomina balansowanie na linie – musimy uważać, by nie przechylić się za bardzo na żadną ze stron. Ostatecznie celem jest stworzenie silnej postaci kobiecej, która w pierwszej kolejności nie musi poświęcać kobiecości, ale też nie reprezentuje jej uświęconej wersji.

Czy to jednak wystarcza? Bell hooks pisała, że uwaga feministek poświęcona jest w głównej mierze dziewczynkom, w końcu to one są w gorszej sytuacji niż chłopcy (s. 72). Jeśli dyskusja toczy się więc wokół tego, jak może wyglądać kobiecość, a męski gender pozostaje nienaruszony, jedynym skutkiem jest jego rozszerzenie na część kobiet. Potrzebna jest więc refleksja nad męskością, pokazanie mężczyzn, którzy nie wpisują się w normy. Chcemy więc więcej męskich postaci emocjonalnych, pasywnych, wahających się, bez przerośniętych ambicji, niepewnych siebie, ale jednocześnie nie sportretowanych jako „wadliwych”. Ostatecznym celem jest rozmontowanie systemu genderowego, tak by siła, czułość, wrażliwość, stanowczość nie przebiegały po genderowych granicach.

Bibliografia:

Butler Judith, Gender Trouble: Feminism and the Subversion of Identity, Routledge, London 2007.
Butler Judith, Undoing Gender, Routledge, New York 2004.
hooks bell, Feminism Is for Everybody: Passionate Politics, Pluto Press, London 2000.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *